Głupie koszty emigracji – pakowanie i decluttering

Spotkałam się z różnym podejściem do pakowania swojego życia po podjęciu decyzji o przeprowadzce. Jedni wyjeżdżają tylko z plecakiem. Inni, jak my, organizują wysyłkę kontenera lub zostawiają większość rzeczy w garażach znajomych, rodzinnych piwnicach albo wynajętych magazynach. Proces wydaje się prosty, ale jest kilka haczyków, które warto zdefiniować, żeby ich uniknąć.

Pierwsza selekcja

Na pewno trzeba sobie uświadomić, że wszystkie elementy pakowania wymagają czasu i zaangażowania, który często jest źle oszacowany w emigracyjnym harmonogramie. Polecam podzielić go na kilka etapów i zacząć od pierwszej selekcji całego dobytku. Zanim ją zaczniesz, znajdź odpowiedzi na poniższe pytania:

  • czym będziesz się poruszać na miejscu? Czy musisz kupić np. samochód, rower, motocykl? Czy ich import Ci się opłaca? W naszym przypadku ten punkt wygenerował mnóstwo niespodziewanych kosztów. W Nowej Zelandii brak samochodu oznacza izolację i realne utrudnienie w codziennym funkcjonowaniu. Musieliśmy więc zorganizować środki na jego zakup na miejscu. Problemem okazał się Harley Davidson Shawna. Nie chciał go zostawić w Polsce, dlatego zdecydowaliśmy się na wynajem odpowiedniego kontenera, który pozwolił na spakowanie dodatkowych rzeczy, aby ograniczyć niewykorzystaną przestrzeń. Samo przygotowanie motocykla do tak dalekiej drogi sporo kosztowało (przegląd, generalne czyszczenie, spuszczenie płynów), więc niechętnie dodaliśmy tę nieprzewidzianą pozycję w naszym budżecie.
  • czy miejsce, w którym będziesz mieszkać, zawiera meble, sprzęty codziennego użytku itp.? Na końcu świata to rzadkość, dlatego trzeba się dobrze zastanowić, co warto ze sobą zabrać, a co można kupić na miejscu. My po odebraniu kluczy od razu pojechaliśmy na zakupy. Musieliśmy się wcześniej na to przygotować finansowo, żeby nie przeżyć szoku. Nie zabraliśmy mebli, postawiliśmy na rzeczy wywołujące sentyment i nostalgię. Wszystko, co było niezbędne do życia, kupiliśmy po wylądowaniu.
  • co znajdzie się na liście rzeczy nie podlegających negocjacjom. U nas był to oczywiście motocykl i kilka ważnych dla mnie rękodzieł oraz książki. Wszystko miało swój koszt, który nie był od początku zakładany, dlatego zwracam na to uwagę, bo może się okazać, że nagle będziesz potrzebować kilku dodatkowych tysięcy.

Odgruzowanie rzeczywistości

To jest bardzo ciekawy etap, bo zamienia Twój dom, garaż, piwnicę i strych w poligon i chaos, nad którym trzeba zapanować. Odgruzowanie to przede wszystkim pozbywanie się zbędnego balastu. Możesz to zrobić na kilka sposobów. W mojej ocenie warto poświęcić na to czas i dać swoim rzeczom drugie życie. Nie wszystko musi skończyć na śmietniku, chociaż od wyrzucenia niepotrzebnych rzeczy zaczęła się moja druga selekcja. Kolejnym krokiem było ustalenie kolejnych kategorii segregacji i postępowanie zgodnie z ich przeznaczeniem.

  • odzyskane pieniądze – sprzedałam wiele rzeczy, chociaż z perspektywy czasu myślę, że mogłam zarobić więcej. Straciłam na tym, że chciałam szybko przejść do kolejnego zadania. Nie popełniaj mojego błędu, bo możesz ukrywać w szafkach kilka tysięcy, które z pewnością Ci się przydadzą. Podejdź do procesu metodycznie. Przygotuj dobre zdjęcia i ciekawe opisy, poszukaj miejsc typu Vinted lub OLX oraz zaopatrz się w kartony, wypełniacze i koperty. Te ostatnie są niestety głupim kosztem operacyjnym, ale możesz go zminimalizować, jeśli zapytasz w sklepach o pozostałości po dostawach. Mi bez problemu udało się zgarnąć elementy do pakowania, skrawki folii bąbelkowej albo papieru, więc nie musiałam w to inwestować.
  • akcje charytatywne – sprawdź okoliczne fundacje i zapytaj o ich potrzeby. Może się okazać, że będziesz w stanie im pomóc i przy okazji zrobić coś dobrego. Ja w ten sposób wyposażyłam kilka kobiet w gotowe biznesowe stylizacje w ramach programu wsparcia ich w powrocie na rynek pracy. Miały je wykorzystać podczas rozmów rekrutacyjnych. Dorzuciłam jeszcze kilka torebek, w których umieściłam akcesoria biurowe i książki rozwojowe. Wiem, że moje paczki bardzo się spodobały.
  • sklepy z rzeczami z drugiej ręki – w Nowej Zelandii funkcjonują „OP shopy”, czyli miejsca dedykowane konkretnemu celowi, na który przeznaczany jest zysk ze sprzedaży. Moja serdeczna koleżanka podała mi adres takiej placówki w Polsce. Spakowałam więc 12 kartonów i przekazałam je do drugiego obiegu.
  • grupy typu „śmieciarka jedzie” – uwielbiałam to miejsce na Facebooku. Byłam bardzo aktywna i w ten sposób oddałam wiele przedmiotów bez wychodzenia z domu. Czasami nawet dostałam czekoladę jako podziękowanie. Mój pro tip to kompletowanie boxów tematycznych – np. biurowy może zawierać luźne kartki, notesy, kredki, naklejki itp. W kolejnym umieść książki dla książkarzy albo same torebki wizytowe. Tak pozbywałam się całych półek 🙂
  • prezenty – wiele z moich skarbów znalazło swój nowy dom u moich przyjaciół. Wiedziałam, kto ma na co chrapkę, dlatego potraktowałam wyjazd jako okazję do przygotowania pożegnalnych prezentów. Wszystko ładnie zapakowałam i dodałam liścik z „przekazaniem mienia”. Było trochę emocji, popłynęła niejedna łza, ale dzięki temu wiedziałam, że coś po mnie w tej Polsce zostanie.
  • osoby z genialnymi pomysłami – mam taką koleżankę, która mogłaby udzielać korepetycji z kreatywności. Na wszystko ma pomysł i alternatywne zastosowanie. I tak połowa elektroniki rozeszła się po jej znajomych, korzołapy znalazły nowych właścicieli, a papiernicze przydasie, osamotnione kredki i mazaki trafiły na jej warsztaty artystyczne, zasilając grupę na kolejny miesiąc zajęć. W pewnym momencie sama zaczęła pakować rzeczy, które już widziała w innym miejscu i w nowej roli. Byłam jej bardzo wdzięczna za pomoc, bo rozdysponowała blisko 20 pudeł pełnych dupereli. Ja nie wiedziałam, co z nimi zrobić, ona wykorzystała ich potencjał.

Pakowanie, zabezpieczanie, wysyłka

To najgłupsze koszty i bardzo nie lubiłam ich ponosić. Czułam, że to wywalone pieniądze w błoto, dlatego starałam się je ograniczyć. Tworzyłam możliwości odbioru osobistego, wykorzystywałam konieczne podróże samochodem, szukałam najtańszych możliwości dostaw. W perspektywie tak dalekiej emigracji jak moja każda złotówka jest na wagę złota. Kiedyś postanowiłam podliczyć, ile na to wszystko wydałam. Do tej pory wspominałam jedynie o procesie odgruzowania swojej przestrzeni. Trzeba pamiętać, że każda „wydana” paczka, czy to płatna, czy darmowa, potrzebowała jakiegoś opakowania i zabezpieczenia. Kiedy jednocześnie opróżniasz mieszkanie (50 m2), dom rodzinny, piwnicę, garaż oraz biuro, skala tego procesu może naprawdę przytłoczyć. Tylko ta faza trwała blisko miesiąc. Każdego dnia marzyłam o tym, żeby kolejne pudło zniknęło z mojego korytarza. Większość elementów pakowania pozyskiwałam od obsługi okolicznych sklepów, ale zdarzały się sytuacje, kiedy musiałam w to zainwestować. Łącznie wydałam 200 zł. Dużo? Mało? Każdy oceni, jak chce. Ja uważam, że o 200 zł za dużo. Dziś lepiej bym się przygotowała.

Kiedy moje przestrzenie wróciły w końcu do ustawień fabrycznych, a w zasięgu wzroku pojawiały się tylko najpotrzebniejsze rzeczy, przyszedł czas na docelowe pakowanie. Niestety nie mogłam użyć pudeł z drugiej ręki, zwłaszcza po żywności – agencja mi to szczerze odradzała, dlatego pewnego sobotniego popołudnia pojechałam do Ikei i kupiłam 150 pudeł o różnych wymiarach. W domu czekało na mnie 5 belek folii bąbelkowej, 20 taśm klejących, markery, gazety, wypełniacze. Z portfela zniknęło mi wtedy 1100 zł. Ponad tysiąc złotych utopiłam w kartonach. Długo nie mogłam się z tym pogodzić, bo to naprawdę głupio wydane pieniądze. Grosik do grosika i poszło. Jeśli planujesz wyprowadzkę, to szczerze radzę uruchomienie zmysłu zbieracza.

Chyba że pakujesz swoje życie do kilku walizek, to wtedy nie potrzebujesz żadnej z powyższych rad. Nie wiem, dlaczego to czytasz, ale cieszę się, że nadal tu jesteś.

Magazynowanie i transport

Największy, najbardziej brutalny i bijący po kieszeni wydatek. Oczywiście wszystko zależy od tego, na jaką opcję transportu się zdecydujesz, co ze sobą zabierasz, czy pakujesz wszystko samodzielnie, kto zajmuje się formalnościami, gdzie się wyprowadzasz. Agencje przygotują wycenę indywidualną, ale szykuj się na konkretną ofertę. U nas doszły również koszty magazynowania, czyli czekania na transport do Nowej Zelandii. Kolejne nadwyrężenie budżetu, którego się nie spodziewałam.

Jest jeszcze jeden możliwy wydatek – jeśli zabierasz ze sobą zwierzęta domowe. O transporcie kota pisałam w innych artykułach z tej kategorii. Nie jest to głupi koszt sam w sobie, u mnie nie podlegał nawet chwilowym przemyśleniom, ale wokół procesu pojawi się wiele inwestycji, które jako całość będą z pewnością odczuwalne. W 2022 zapłaciłam około 17 000 zł za to, żeby Dimon był razem z nami.

Kiedy wszystko podsumujesz okazuje się, że łatwo można utopić kilka tysięcy, jeśli wszystkiego dokładnie nie przeliczysz. Mam nadzieję, że teraz zaprzyjaźnisz się z kalkulatorem i uda Ci się zaoszczędzić. Powodzenia.

Dziękuję za przeczytanie. Ten wpis powstał bez użycia AI.
Odwiedzając ten blog, wspierasz moją twórczość.

Ciekawe? Udostępnij lub zapisz na później!

Jeśli poważnie myślisz o wyjeździe za granicę, sprawdź mój kompletny i konkretny kurs, który Ci w tym pomoże.

Spodobał Ci się mój artykuł?

Możesz wesprzeć moją pracę 
symboliczną, wirtualną kawą.

Dziękuję! Kamila

Chcesz więcej moich opowieści?

Jeśli interesuje Cię Nowa Zelandia i moje codzienne życie, zapisz się do newslettera. Na start otrzymasz super prezent!

Przewijanie do góry

Subscribe to My Newsletter

Subscribe to my weekly newsletter. I don’t send any spam email ever!